Sierociniec przy ulicy J. Korczaka był dużym, szarym budynkiem, otoczonym wysokim płotem. Nie był zbyt wesołym miejscem, chodź nie należał też do tych miejsc smutnych. Można by powiedzieć, że jest jak każdy inny sierociniec w kraju, co oczywiście nie mijałoby się wiele z prawdą.Istotnie, budynek był jak każdy. Te wielkie, szare pudło, bo taki właśnie miał kształt - kształt wielkiego, szarego pudła, było domem Idy. Mieszkała w nim odkąd sięgała pamięciom. Była bardzo ładna. Miała długie, miękkie włosy w kolorze ciemnego blondu i duże oczy, o niespotykanym, szmaragdowym kolorze, otoczone gęstym wachlarzem rzęs. Z tłumu wyróżniała się głównie dzięki nim i to właśnie one były przyczyną jej niezwykłości. Bowiem Ida posiadała pewien dar.Kolacja zakończyła się jak zwykle po osiemnastej. Podopieczni sierocińca mieli teraz chwile czasu dla siebie przed ciszą nocną. Ida wykorzystywała ten czas najlepiej jak umiała. Kiedy było ciepło kochała wychodzić na duże podwórko znajdujące się za ośrodkiem, natomiast gdy było zimno, siadała na parapecie i patrzyła, jak złota kula chowa się za horyzontem. Dzisiaj był jeden z tych ciepłych wieczorów.Blondynka wymknęła się niepostrzeżenie. Kiedy była już na zewnątrz, usiadła na drewnianej huśtawce, postawionej po lewej stronie budynku. Była to chyba jedyna atrakcja na podwórku, a za dnia kolejka do niej nie miała końca.Wilgotna, soczysta trawa przyjemnie muskała jej gołe stopy. Ida bowiem w pośpiechu zapomniała założyć butów. Ale komu one potrzebne?! Przecież są tylko niepotrzebnym ciężarem. Na niebie piętrzyły się kolorowe łuny, dając znak, że oto największy pan nieba – słońce, idzie właśnie na zasłużony odpoczynek. Nagle, dosłownie znikąd, jakaś czarna kropka błysnęła na zachodzie. Zaczęła robić się coraz większa i większa, aż w końcu Ida poznała, że to wcale nie kropka, a olbrzymie, łuskowate cielsko o smukłej budowie i rozłożystych, nietoperzych skrzydłach.Potwór wylądował lekko, płynnie przybliżając się do podłoża. Zatrzepotał ostatni raz skrzydłami, których rozpiętość była tak duża, że z trudem mieściły się na, przecież nie małym, podwórku, po czym je złożył. Zamrugał kilkakrotnie niebieskimi oczyma, odbijającymi się znacznie od reszty ubarwienia i spojrzał prosto w twarz Idy.Dziewczyna nie kryła zdziwienia. Pomimo iż temat magii i magicznych stworzeń był jej tak daleki, jak ludziom dalekie jest niebo, doskonale potrafiła rozpoznać poczwarę. Bez dwóch zdań – był to smok. Olbrzymi, czarny smok poruszający się z gracją baletnicy, władając swym doskonale wyrzeźbionym cielskiem, niczym najdoskonalszy malarz swym pędzlem.Majestatyczność potwora nie uśmierzała jednak lęku. Przeciwnie. Budziła jeszcze większa grozę i respekt, bowiem miało się wrażenie, że te zwierze o smoczym usposobieniu, to nikt inny jak potężny król, któremu kłaniają się nawet lwy.Ida uporczywie patrzyła na grube, uzbrojone w długie pazury, łapy stwora, pokornie oczekując aż ten zionie ogniem, bądź jednym kłapnięciem olbrzymiej paszczy ją pożre. Jednak nic takiego się nie stało. Zaczęło ją natomiast coraz bardziej korcić, by spojrzeć mu w oczy. Powstrzymywała się z niemałym trudem, wiedząc, że może przez to poznać wszystkie jego sekrety, czy zamiary, w które nie koniecznie miała ochotę się zgłębiać. Tajemnicza otoczka nadawała mu jeszcze więcej doskonałości.Nie dała jednak rady. Niebieskie ślepia były tak przyciągające, działając na nią jak najsilniejszy magnez, że już po krótkiej chwili, jej szmaragdowe tęczówki błysnęły znanym jej blaskiem i patrzyły się prosto w oczy smoka.-Kim jesteś? - wydusiła cicho, niemal szeptem, podczas gdy potwór uporczywie milczał.Jestem smokiem.Usłyszała w swojej głowie ciepły, niski głos, przedstawiający je zwięzłą odpowiedź.-A ja jestem człowiekiem – odpowiedziała tak samo cicho jak przed chwilą.Jak masz na imię, człowieku?Głos smoka rozwiewał wszystkie jej obawy. Był tak spokojny, że dziewczyna nie mogła mu nie zaufać.-Ida, a ty?Ja jestem Hiden.Ida uśmiechnęła się przyjaźnie. Odepchnęła się nogami od trawy i zaczęła się rytmicznie huśtać. Zamknęła na chwilę oczy i poprosiła:-Opowiedz mi coś o sobie, Hiden.Nie usłyszała jednak odpowiedzi. Zdawszy sobie sprawę z własnego błędu błyskawicznie otworzyła oczy i wlepiła je w niebieskie ślepia smoka, dając mu znak, że może mówić.Nie pochodzę z twojego kraju.Zaczął pewnie Hiden.Jak się pewnie domyślasz, nie pochodzę nawet z twojego świata.Moim domem jest Pierwszy Świat – ojczyzna i dom najróżniejszych gatunków stworzeń.Można tam spotkać między innymi Elfy i trolle, których nie zauważyłem lecąc przez Twój Świat. Czy u was też mieszkają?-Niestety nie – odpowiedziała z niekrytym smutkiem Ida. - Dlaczego tu przyleciałeś, Smoku?Cóż... Przyleciałem po Ciebie, droga Ido.Pierwszy Świat potrzebuje pomocy.Widząca poleciła mi, bym przyprowadził człowieka o zielonych oczach.Jesteś człowiekiem i masz zielone oczy, prawda?-Tak, ale w Moim Świecie żyje wielu ludzi o tym samym kolorze oczu co ja, więc dlaczego myślisz, że to właśnie mnie miała namyśli Widząca?Czuje to.To musisz być ty.A teraz wskakuj.Zabieram cię do Pierwszego Świata.Dziewczyna zawahała się. Nie można było opuszczać Sierocińca po kolacji, a o ile dobrze pamiętała, takowy posiłek miała już niestety za sobą. Jednak przekonanie, iż to tylko sen, nie dawało jej spokoju. Przecież, gdyby wsiadła na smoka we śnie nic bu się prz3ecież nie stało, prawda? Nie złamałby regulaminu ośrodka ani nie stałaby się jej żadna krzywda.Wszystko wokół niej było takie realistyczne jednocześnie nierealne. Mokra trawa, uginająca się pod ciężarem jej stóp i słońce, które zdążyło nabrać już koloru dojrzałej pomarańczy i ostatnimi promieniami ogrzewało Ziemię, zanim pogrąży się we śnie razem z nocą. Wszystko to było tak namacalne, takie codziennie i zwyczajne, a jednocześnie inne.To smok. To on zaburzał naturalną równowagę. Ida przetarła oczy, czy to ze zmęczenia, czy żeby przekonać się, że naprawdę stoi przed nią wielki, czarny gad. Podeszła do niego nieśmiało i przejechała opuszkami palców po błyszczących łuskach, podczas gdy potwór, który nie wydawał się już taki upiorny i nieczuły jak wcześnie, nawet nie drgnął.- Dobrze – mruknęła bardziej do siebie, niż do smoka – Zrobię to. Co mi szkodzi? - zapewniała się, nadal będąc w przekonaniu, że to tylko senne mary, nawiedzają jej głowę i płatają figle uśpionym zmysłom, łaknącym urozmaicenia od codziennej rutyny.Jak się okazało, podjęcie decyzji wcale nie było trudne, w obliczu późniejszych problemów. Otóż, Ida w żaden sposób nie była wstanie wdrapać się na olbrzyma. Hiden pomagał jej jak umiał, posapując przy tym czasem, lecz jego łuskowate cielsko skutecznie udaremniało ich wysiłki. W końcu, gdy bezradna dziewczyna miała się już poddać, smok zmusił ją, by spojrzała mu w oczy.W dwóch szmaragdach, umieszczonych na porcelanowej twarzy, rozbłysły iskierki.Nie poddawaj się!Mam pomysł!Oznajmił błyskotliwie dudniący, głęboki głos w jej głowie.Złap się mojego ogona (tylko mocno się trzymaj!,a ja spróbuję bezpiecznie przenieść Cię na mój grzbiet.Idzie nie pozostało nic, jak tylko pokornie się zgodzić. Bardzo zapaliła się na tą nową przygodę, chodźby miała odbyć się tylko we śnie.Zaczekaj jeszcze!Zawołał w myślach Hiden, zanim zdążyła odwrócić wzrok i odejść.Czy kiedy będziemy lecieć,czy mogłabyś opowiedzieć mi o swoim świecie?Poprosił, co nie mało ją zdziwiło. Przecież Jej Świat był taki nieciekawy! Pełen rozwścieczonych samochodów, warczących na wszystkich i dzień w dzień przejeżdżających pod oknami Sierocińca przy ulicy Janusza Korczaka, albo ludzi, którym nigdy nic się nie podoba, nie ważne czy świeci słońce, czy pada deszcz. Co innego Świat Smoka – Pierwszy Świat, jak to określał! Magiczne stworzenia, Elfy, Wróżki, Magia! Wszystko to było takie fascynujące i... nowe, bo Ida nigdy nie interesowała się fantastyką, dlatego było zdziwiona wybrykami jej umysłu.I kiedy w końcu zasiadła na grzbiecie potwora, szczelnie oplatając jego szyje rękoma i zaciskając kurczowo biodra, a smok wzbił się w powietrze tak gładko, prawie niewyczuwalnie, zamknęła oczy i jedyne czego już się obawiała to, że obudzi się zanim historia dobiegnie końca.
czwartek, 28 marca 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz